Za murem był lepszy świat... 30 lat temu Armia Radziecka opuściła Świdnicę (ZDJĘCIA, FILM)

Zdjęcia użyczone z portalu: Świdnica - Moje Miasto i archiwum Polskapress
Za betonowym, wysokim murem był rosyjski, lepszy świat. W sklepach półki uginały się od towaru. Nie było kartkowych ograniczeń. - Dostać się za mur, to jak przepłynąć ocean i stanąć na brzegu Ameryki – wspominają tamte lata świdniczanie. – To były ciekawe czasy, ale z Rosjanami łączyły nas głównie interesy – dodają. Latem 1989 roku wojska radzieckie zaczęły opuszczać Świdnicę. Trwało to ponad rok.

Ulica Mickiewicza w Świdnicy. Długa aleja ze starymi kasztanami. Po obu stronach piękne, stare wille. To tutaj był słynny szlaban na drodze do rosyjskiej części miasta. Wstępu przez całą dobę pilnowali uzbrojeni żołnierze, ale mimo to nie było chyba świdniczanina, który choć raz nie był po tamtej stronie miasta.
– Pamiętam, że by tylko dostać się do ich sklepu, razem z chłopaki z podwórka udaliśmy dzieci rosyjskich oficerów. – wspomina Jarosław Radoń ze Świdnicy. – Nauczyliśmy się kilku słów po rosyjsku, dziewczyny wiązały kokardy we włosach, ubierały białe bluzki by wyglądać jak małe Rosjanki i gaworząc albo śpiewając „Pust wsiegda budiet sonce” przechodziliśmy pod szlabanem na drugą stronę. Na dziesięć razy dwa nam się udawało. Cukierków w ich sklepach był taki wybór, że nigdy nie widzieliśmy na jakie się zdecydować. Kupowaliśmy więc najtańsze by było ich jak najwięcej.

Rzeczywiście rosyjskie sklepy były zaopatrzone we wszystko. Kilka rodzajów mięs, słodyczy, pomarańcze, które choć wtedy były prawdziwym rarytasem, tam można było kupić nawet zimą.
Rosjanie na potęgę handlowali też benzyną i ropą.

– Jeździli oplandekowaną ciężarówką na której znajdowały beczki – wspomina Krzysztof Gałgan – Jak ktoś kupował beczkę paliwa dodawał dodatkowo jakiś prezent. Dość specyficzne to były bonusy. Pamiętam na przykład, że mój ojciec dostał zapaliczkę wykonaną z przeciwlotniczego pocisku. To były takie dowody uznania za udane kontakty handlowe. A ileż razy pijani żołnierze oferowali dodatkowo skrzynkę amunicji obiecując dowiezienie następnym razem kałacha. Trzeba im przyznać, że byli solidni. Nigdy nie było żadnych nieporozumień.

W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych w Świdnicy mieszkało kilka tysięcy Rosjan. Zajmowali dwie duże dzielnice miasta. Okolice ulicy Armii Krajowej i Marii Skłodowskiej Curie, gdzie były koszary czerwone i białe oraz swoistą sypialnię w okolicach ulicy Parkowej. Tam wybudowania bloki mieszkalne zwane leningradami. Łącznie było to ponad 70 hektarów terenu. Kiedy pod koniec 1990 roku zapadła decyzja o wycofaniu się wojsk rosyjskich z miasta, Rosjanie z płaczem opuszczali swoje domu.

– Oni tu mieli jak u Pana Boga za piecem, dobrze wiem, bo mieszkałam wśród nich – mówi Kazimiera Marcinkowska. Była jedną z czterech osób, które mieszkały po rosyjskiej stronie mimo obywatelstwa polskiego. – Miałam specjalną przepustkę, która uprawniała mnie do wchodzenia do tej dzielnicy. Wszyscy mi zazdrościli. W pracy nie mogłam nadążyć z realizacją zamówień na mięso i cukier. U nas wszystko było wtedy na kartki, a za murem można było tego kupić ile się chciało. A Rosjanie, mimo, że nie dbali o swoje domy, a ich ogrody były pozarastane chaszczami to nie chcieli stąd wyjeżdżać. Pamiętam jak płakali, kiedy się pakowali. Podstawiano im specjalne pociągi, zabierali ze sobą co się dało, demontowali nawet drzwi i okna. Te pociągi wyglądały niesamowicie. Pełne sprzętów i ludzi, którzy machali chustkami. Dla nich coś się kończyło cos dobrego.

Prezent dla miasta
Świdnica przejęła po wojskach radzieckich 200 obiektów. Były to głównie ogromne budynki mieszkalne oraz stare, piękne wille. To w tych budynkach jest dziś urząd miejski, prokuratura, starostwo czy urząd skarbowy. Potężny obiekt w którym mieścił się Dom Oficera zamienił się w nowoczesną bazę I Liceum Ogólnokształcącego, a budynki, które kupili świdniczanie są zadbane i mogą być wizytówką miasta.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Andrzej

Polacy cukrożercy !

G
Gość
Tak, pamiętam. Zawsze na różne święta delegacja ze szkoły do Domu Oficera z życzeniami i karteczką od nauczycieli które kanfiety kupić. Ja osobiście najbardziej lubiłam takie z wiewiórką. Dzięki nim przeszłam w ich szpitalu, który mieścił się na ulicy Saperów dwie operacje na oczy, które wykonywał dr. Konstantij Ustinow. Będę mu wdzięczna za nie do końca życia. I do dziś mieszkam w mieniu posowieckim.
A
Anonim
No
Dodaj ogłoszenie