Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Kuligi na saniach rogatych, turyści noszeni w lektykach i wędrowanie po schroniskach szlakiem pilznera. Tak się wypoczywało w Karkonoszach

Alina Gierak
Alina Gierak
Zjazdy na saniach rogatych były jedna z ulubionych rozrywek turystów. KLIKNIJCIE GALERIĘ I ZOBACZCIE, CO JESZCZE BYŁO POPULARNE W KARKONOSZACH
Zjazdy na saniach rogatych były jedna z ulubionych rozrywek turystów. KLIKNIJCIE GALERIĘ I ZOBACZCIE, CO JESZCZE BYŁO POPULARNE W KARKONOSZACH Ze zbiorów Muzeum Karkonoskiego/fotopolska/.eu
Nie tylko dzisiaj w Karkonoszach są tłumy. Turyści upodobali sobie Góry Olbrzymie już przed stu laty. W każdy weekend specjalnymi pociągami przyjeżdżali do Karpacza i Szklarskiej Poręby mieszkańcy Berlina, Drezna i innych niemieckich miast. Od razu szli w góry. Wędrowali od schroniska do schroniska i w każdym wypijali kufle pilznera. Ci, którzy nie mieli sił, wnoszeni byli w lektykach. Popularne były zjazdy saniami rogatymi i przechadzki na nartach biegowych. Kwitło życie towarzyskie. Obejrzyjcie te archiwalne zdjęcia.

Spis treści

Tłumy w Karkonoszach

Z każdego pociągu wysypywało się jakieś 500 albo 600 podróżnych. W rezultacie przyjeżdżało na każdą stację po 20 takich pociągów, z których wysiadało w Karpaczu i Szklarskiej Porębie po 12 tysięcy turystów w przybliżeniu. Cała ta gromada rzucała się w Karkonosze, projektując do wieczora zrobić długą grzbietową wycieczkę z Karpacza do Szklarskiej Poręby, lub ze Szklarskiej Poręby do Karpacza w zależności od miejsca przybycia. Myliłby się ten, kto, idąc wówczas w Karkonosze spodziewał się, że zazna tu spokoju. Bynajmniej. Były to góry najbardziej hałaśliwe, jakie widziałem w życiu.

- opisywał w 1908 roku jeden z najbardziej znanych polskich krajoznawców, Mieczysław Orłowicz.
Jak turyści spędzali czas?

Zjazdy saniami rogatymi

Zjazdy saniami rogatymi były fantastyczną rozrywką. Tras nie brakowało, a zjazdy rekreacyjne były bardzo popularne. Nawet komunikację zorganizowano w ten sposób, by turyści z odleglejszych miast mogli rano przyjechać w góry, a wieczorem wrócić do domu. W wyższe partie gór wywożono ich na saniach ciągniętych przez konie, natomiast w dół zjeżdżali już tylko z osobą kierującą pojazdem. Popularne stały się zjazdy do Jagniątkowa, Karpacza, Sobieszowa, Szklarskiej Poręby oraz na stronę czeską. W Kowarach zjeżdżano z Przełęczy Okraj. Na archiwalnych zdjęciach widać panie i panów w eleganckich sukniach i płaszczach. Zjazd często kończył się bowiem w gospodach i restauracjach wieczorkami towarzyskimi.

Na saniach rogatych zjeżdżano do Karpacza
Na saniach rogatych zjeżdżano do Karpacza Ze zbiorów Muzeum Karkonoskiego/fotopolska/.eu

Sanie rogate znane były w rejonie Kowar od XVI wieku. Drwale i chłopi używali ich jako środka transportu aż do początków XX w. Turystyczne zalety zjazdów na saniach rogatych odkryto dopiero na początku XIX wieku. Pierwszy taki zjazd odnotowano w 1815 r. Trasa o długości siedmiu kilometrów prowadziła od schroniska na Przełęczy Okraj do zjazdu „Pod Złotą Gwiazdą” w Kowarach. Właściciel kowarskich schronisk, Stefan Hübner i Karl Nagel, odtąd co roku organizowali zimowe zjazdy turystyczne saniami rogatymi. Hübner dostosował ich budowę do wygodnego przewożenia ludzi. Pomysł szybko podchwycili właściciele schronisk, pensjonatów i hoteli w Karpaczu i Szklarskiej Porębie i także oferowali gościom kuligi i zjazdy na saniach rogatych.

W Kowarach powrócili do tej tradycji i w 2004 roku zorganizowali Zjazd Saniami Rogatymi. Trasa wiodła z Przełęczy Okraj. Tak jak przed stu laty. Uczestnicy współczesnych zjazdów bawili się doskonale. Sanie, wzorowane na tych sprzed lat, dostarczali organizatorzy z kowarskiego urzędu miasta. Ponad 15-letnią tradycję przerwała pandemia i na razie w Kowarach nie ma planów wskrzeszania zjazdów.

W lektyce na Chojnik

W Górach Olbrzymich turyści byli rozpieszczani. Niektórzy nie musieli nawet sami wspinać się na szczyty. Dla tych, którzy nie mieli sił, by samemu wędrować, z pomocą spieszyli tragarze. Ubrani w zielone surduty, w kapeluszach pilśniowych na głowach świadczyli usługi bagażowe, przewodnickie i transportowe w Karpaczu, Szklarskiej Porębie, Sosnówce, Sobieszowie i Jagniątkowie. W specjalnych drewnianych lektykach nosili turystów na popularnych szlakach. Była to ciężka praca.

Aby zwiedzić ruiny Kynastu jedzie się do Hermansdorfu (Sobieszowa), pół mili od Warmbrunnu (Cieplic) odległej wsi. Tam jak w każdem godnem zwiedzaniu miejscu tych okolic, silny podróżny przewodnika, słabsi krzesła do wniesienia ich lektyki przez dwóch tragarzy znajdują. Tam, właściwa władza oznacza cenę, nad którą z miejsca na miejsce, więcej brać nie mogą

- czytamy we wspomnieniach turystów z XVIII wieku.

Tragarze lektyk mieli w Karkonoszach swój cennik, stroje i zwyczaje.
Tragarze lektyk mieli w Karkonoszach swój cennik, stroje i zwyczaje. Ze zbiorów Muzeum Karkonoskiego/fotopolska/.eu

W 1862 roku w Karkonoszach pracowało 240 przewodników i tragarzy lektyk. Mieli specjalny korpus, ubiór i cenniki. Najczęściej z ich usług korzystali kuracjusze uzdrowiska Cieplice. Zamawiali wycieczki na Chojnik czy do Wodospadu Szklarki. Tragarze musieli być jednocześnie znakomitymi przewodnikami górskimi, znać trasy, nazwy szczytów i ciekawe miejsca na szlakach. Opowiadali o nich turystom, by nie nudzili się w czasie wycieczek.

Z czasem z Karkonoszy zniknęli tragarze lektyk, zmieniały się zwyczaje wędrowców i przepisy dotyczące organizowania ruchu turystycznego, pojawiły się firmy wycieczkowe, oferujące kompleksową usługę, przy szlakach ustawiono drogowskazy, coraz powszechniejsze stały się mapy, przewodniki drukowane, a w ślad za tym wędrówki indywidualne.

- opisywał Ivo Łaborewicz, kierownik Państwowego Archiwum w Jeleniej Górze.

O tragarzach karkonoskich nie zapominają w Czechach. Od lat organizowany jest tam konkurs Sněžka Sherpa Cup. Uczestnicy wnoszą na plecach na Śnieżkę ogromne pakunki. Rekord należy do Stefana Domorada, który w 2019 roku wtargał na szczyt 170 kilogramów. Trasa wiodła od Domu Śląskiego przez Drogę Jubileuszową na Śnieżkę. Blisko 2-kilometrową trasę pokonał w cztery godziny i 20 minut. Towarzyszyły mu osoby, które dbały o napoje i posiłek na trasie, a także asekurowały go. Współcześni karkonoscy Szerpowie, swoje wyczyny dedykują górom i pokoleniom tragarzy, którzy przez lata wnosili na Śnieżkę wszystkie potrzebne tam rzeczy.

Czesi organizują zawody tragarzy, by przypominać o ludziach, którzy przez lata wnosili na Śnieżkę wszystkie towary.
Czesi organizują zawody tragarzy, by przypominać o ludziach, którzy przez lata wnosili na Śnieżkę wszystkie towary. idnes.cze

Od kufla piwa do... kufla piwa

Wycieczki górskie wcale nie były ciche i spokojne. Głośne zachowanie turystów nasilało się w każdym kilometrem i schroniskiem. Dlaczego?

Jak opisuje Mieczysław Orłowicz, odległość od schroniska do schroniska wynosiła na ogół nie więcej niż jeden kilometr. Było ich na całej trasie bardzo dużo. W każdym serwowano piwo. Doszło do tego, że na szlakach pojawiły się napisy „Jeszcze 10 minut do najbliższego pilznera” – jeśli działo się to po stronie austriackiej – i odwrotnie: „Jeszcze 10 minut do najbliższego piwa bawarskiego”, o ile chodziło o stronę niemiecką. To miało dopingować wędrowców.

Wszyscy na ogół turyści śpiewali po drodze jak zarzynane bawoły i wśród tego ryku pijaków i chwiejnych korpusów wędrowało się całymi godzinami. W dodatku co 100 metrów stała katarynka, przeważnie własność Niemców czeskich, i wygrywała dla dodania ducha maszerującym turystom wiedeńskie walce i marsze, a białe myszy lub zielone papugi ciągnęły wśród wielkiego wrzasku losy zakochanym parom.

- z oburzeniem dzieli się uwagami Mieczysław Orłowicz.

Dzisiaj schronisk górskich w Karkonoszach jest mniej, bo nie wszystkie się zachowały. W tych co są, serwują wprawdzie piwo, ale turyści zachowują się znacznie bardziej kulturalnie niż przed laty.

Tory saneczkowe, skoki na nartach i inne zimowe atrakcje

W Karkonoszach przybywało zimowych atrakcji. Na początku XX wieku powstały pierwsze skocznie narciarskie. Kibiców nie brakowało. Skakano między innymi na skoczniach w Karpaczu oraz Lubawce.
Piszemy o tym tutaj

W Karpaczu powstał w 1925 roku tor bobslejowo-saneczkowy. Unowocześniony i przedłużony w okresie powojennym. Zaczyna się w Karpaczu Górnym na Husyckiej Górce, a jego zakończenie znajduje się w pobliżu zapory na Łomnicy. Jego parametry techniczne to: 1560 m długości, przy różnicy poziomów 114 metrów. To właśnie na nim rozegrano wszystkie najważniejsze zawody bobslejowe w Karpaczu, włącznie z Mistrzostwami Europy Juniorów w Saneczkarstwie w 1965 roku. Zawody na torze saneczkowym gromadziły zimą wielu kibiców.

Jazda na nartach stała się popularna w XIX wieku. Na początku używano do dobijania się jednego, długiego kija. Jego długość była dobierana indywidualnie, lecz była nie mniejsza niż 150 cm. Kij narciarski wykonywany był najczęściej z gałęzi sprężystych drzew liściastych. Jazda pługiem o jednym kiju w Górach Izerskich i Karkonoszach nosiła miano stylu lilenfeldzkiego. Styl norweski był uprawiany z dwoma kijami. Spór, która metoda jest lepsza, ciągnął się latami. Użycie tak popularnych obecnie dwóch kijków, wykorzystanych szczególnie do biegów narciarskich, zostało w Szklarskiej Porębie ostatecznie rozpowszechnione przez trójkę Norwegów: Heyerdala, Simonsena oraz Leifa Berga dopiero w grudniu 1929 roku.

Dzisiaj jazdę z jednym kijem przybliżają uczestnicy narciarskich biegów retro, organizowanych co roku w Szklarskiej Porębie. Tam też widzimy obowiązujące wówczas stroje narciarzy. Panie w kożuszkach i długich spódnicach, panowie w pumpach, swetrach i kaszkietach. Buty musiały być na tyle duże, by można było założyć dwie pary wełnianych skarpet.

To były czasy....

Kliknijcie galerię, by zobaczyć na zdjęciach, jak kiedyś wypoczywano w Karkonoszach

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Nordic walking, ulubiony sport seniorów

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Kuligi na saniach rogatych, turyści noszeni w lektykach i wędrowanie po schroniskach szlakiem pilznera. Tak się wypoczywało w Karkonoszach - Gazeta Wrocławska

Wróć na swidnica.naszemiasto.pl Nasze Miasto