Mija 27 lat odkąd ostatni żołnierz Armii Radzieckiej opuścił Świdnicę (ZDJĘCIA)

Za betonowym, wysokim murem był rosyjski, lepszy świat. W sklepach półki uginały się od towaru. Nie było kartkowych ograniczeń. - Dostać się za mur, to jak przepłynąć ocean i stanąć na brzegu Ameryki – wspominają tamte lata świdniczanie. – To były ciekawe czasy, ale z Rosjanami łączyły nas głównie interesy – dodają.

Ulica Mickiewicza w Świdnicy. Długa aleja ze starymi kasztanami. Po obu stronach piękne, stare wille. To tutaj był słynny szlaban na drodze do rosyjskiej części miasta. Wstępu przez całą dobę pilnowali uzbrojeni żołnierze, ale mimo to nie było chyba świdniczanina, który choć raz nie był po tamtej stronie miasta.
– Pamiętam, że by tylko dostać się do ich sklepu, razem z chłopaki z podwórka udaliśmy dzieci rosyjskich oficerów. – wspomina Jarosław Radoń ze Świdnicy. – Nauczyliśmy się kilku słów po rosyjsku, dziewczyny wiązały kokardy we włosach, ubierały białe bluzki by wyglądać jak małe Rosjanki i gaworząc albo śpiewając „Pust wsiegda budiet sonce” przechodziliśmy pod szlabanem na drugą stronę. Na dziesięć razy dwa nam się udawało. Cukierków w ich sklepach był taki wybór, że nigdy nie widzieliśmy na jakie się zdecydować. Kupowaliśmy więc najtańsze by było ich jak najwięcej.

Kałasznikow gratis
Rzeczywiście rosyjskie sklepy były zaopatrzone we wszystko. Kilka rodzajów mięs, słodyczy, pomarańcze, które choć wtedy były prawdziwym rarytasem, tam można było kupić nawet zimą.
Rosjanie na potęgę handlowali też benzyną i ropą.
– Jeździli oplandekowaną ciężarówką na której znajdowały beczki – wspomina Krzysztof Gałgan – Jak ktoś kupował beczkę paliwa dodawał dodatkowo jakiś prezent. Dość specyficzne to były bonusy. Pamiętam na przykład, że mój ojciec dostał zapaliczkę wykonaną z przeciwlotniczego pocisku. To były takie dowody uznania za udane kontakty handlowe. A ileż razy pijani żołnierze oferowali dodatkowo skrzynkę amunicji obiecując dowiezienie następnym razem kałacha. Trzeba im przyznać, że byli solidni. Nigdy nie było żadnych nieporozumień.

Telewizor dla prezydenta
To, że z Rosjanami można było załatwić każdą sprawą doskonale pamięta też Ireneusz Pałac, wiceprezydent Świdnicy. Jak mówili niedługo po ślubie, jego ciężarna żona zapragnęła kolorowego telewizora, a że kobietom przy nadziei się nie odmawia, a dodatkowo zbliżały się mistrzostwa europy w piłce nożnej, pan prezydent skontaktował się z kolegą, który miał u Rosjan wejścia i telewizor załatwił.
– Już następnego dnia, ten kumpel kazał mi wieczorem czekać pod murem. Poszliśmy tam z żoną, a on nam mówi, że trzeba na drugą stronę przechodzić. I ta moja biedna żona ze sporym już brzuszkiem przez ten mur się przedzierała. Warto jednak było się poświęcić. Telewizor, który służył nam wiele lat, kupiliśmy od jednego oficera. To był szczęśliwy dzień, zwłaszcza, że nawet się nie targował z ceną i zrobiliśmy złoty interes.

Ich polski raj
W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych w Świdnicy mieszkało kilka tysięcy Rosjan. Zajmowali dwie duże dzielnice miasta. Okolice ulicy Armii Krajowej i Marii Skłodowskiej Curie, gdzie były koszary czerwone i białe oraz swoistą sypialnię w okolicach ulicy Parkowej. Tam wybudowania bloki mieszkalne zwane leningradami. Łącznie było to ponad 70 hektarów terenu. Kiedy pod koniec 1990 roku zapadła decyzja o wycofaniu się wojsk rosyjskich z miasta, Rosjanie z płaczem opuszczali swoje domu.
– Oni tu mieli jak u Pana Boga za piecem, dobrze wiem, bo mieszkałam wśród nich – mówi Kazimiera Marcinkowska. Była jedną z czterech osób, które mieszkały po rosyjskiej stronie mimo obywatelstwa polskiego. – Miałam specjalną przepustkę, która uprawniała mnie do wchodzenia do tej dzielnicy. Wszyscy mi zazdrościli. W pracy nie mogłam nadążyć z realizacją zamówień na mięso i cukier. U nas wszystko było wtedy na kartki, a za murem można było tego kupić ile się chciało. A Rosjanie, mimo, że nie dbali o swoje domy, a ich ogrody były pozarastane chaszczami to nie chcieli stąd wyjeżdżać. Pamiętam jak płakali, kiedy się pakowali. Podstawiano im specjalne pociągi, zabierali ze sobą co się dało, demontowali nawet drzwi i okna. Te pociągi wyglądały niesamowicie. Pełne sprzętów i ludzi, którzy machali chustkami. Dla nich coś się kończyło cos dobrego.

Prezent dla miasta

Świdnica przejęła po wojskach radzieckich 200 obiektów. Były to głównie ogromne budynki mieszkalne oraz stare, piękne wille. To w tych budynkach jest dziś urząd miejski, prokuratura, starostwo czy urząd skarbowy. Potężny obiekt w którym mieścił się Dom Oficera zamienił się w nowoczesną bazę I Liceum Ogólnokształcącego, a budynki, które kupili świdniczanie są zadbane i mogą być wizytówką miasta.
Zagospodarowanie mienia pochłonęło ponad 56 mln złotych.

MM. Fot.Użyczone

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

09.12.2018, 23:20

No

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3